Ta historia zaczyna się od mycia rąk. Kilka razy dziennie, kilkadziesiąt razy w tygodniu, kilkaset razy w miesiącu. Zastanawialiście się dlaczego czasem po umyciu są po prostu czyste, a czasem już chwilę później skóra na dłoniach robi się nieprzyjemnie sucha i napięta? My tak.

Można to sobie tłumaczyć słabą jakością wody (ach ten chlor) albo porą roku (wszystko przez mróz, wiatr, upały), ale najczęściej winne jest mydło w płynie!

Skąd ta pewność?

Bo oprócz tego, że używamy go na codziennie, przez wiele lat współpracowaliśmy z firmami kosmetycznymi oraz chemicznymi i wiemy co w nim jest.

Płynne mydło powinno być prostym kosmetykiem, składającym się przede wszystkim z roślinnych substancji myjących, zapachowych i konserwujących.

Jednak dziś coraz częściej dodaje się do niego sztuczne barwniki, aromaty, silikony, konserwanty, detergenty np. SLS (Sodium Lauryl Sulfate) i substancje spieniające np. SLES (Sodium Laureth Sulfate). Po co? Żeby było ładniejsze, trwalsze, intensywniej pachniało, mocniej się pieniło.

Czy to konieczne?

Nie, przeciwnie, zbędne. Bo to właśnie ulepszacze” najczęściej powodują przesuszenie i podrażnienie delikatnego naskórka na dłoniach i bywają przyczyną alergii.